wtorek, 19 sierpnia 2014

Someone is happy

Uhhh, w zasadzie jedyne co mam ochotę dzisiaj jeszcze zrobić to iść spać. Pogoda zdecydowanie nie wakacyjna, a wręcz jesienna. Cieszę się, że inne rzeczy nastrajają mnie pozytywnie. Jestem całym serduszkiem ze wszystkimi, którym kończą się wakacje, mi zostaje jeszcze miesiąc z małym hakiem. Trudno mi uwierzyć, że ten szkolny czas tak szybko zleciał.

 Dzisiaj nie zabrakło klasycznego topu od Deviant-apparel, który jest tak bardzo (nie)grzeczny, że aż ciężko się z nim rozstać. Moje serce skradły ostatnio marmurki, nagle bum, w mojej szafie znalazły się dwie nowe pary, a dzisiaj jedną chcę wam właśnie zaprezentować. Mam nadzieje, że pojawią się jeszcze słoneczne dni, bo kupiłam kilka cudownych ciuchów, typowych na lato!

Dobrze wiecie, że nie zawsze biegam w szpileczkach. ja tez jestem świadoma, że wolicie posty w których mam te 15 cm więcej. Mimo to, odsłona klasyczna przyda się tutaj chociaż raz na czas. Wracając do koszulki, którą mam na sobie - cudo! Coraz częściej stawiam na jakość, tutaj rzeczywiście warto. Nie mam problemu z drapiącymi metkami, ani z tym, że nadruk przypale żelazkiem. Każda z koszulek posiada unikalny symbol, oraz oznaczenia firmy. Nie są produkowane masowo, więc nie będzie ich miała co druga dziewczyna. Ściśle przylega do ciała podkreślając to co powinna, materiał to głównie bawełna, która zapewnia skórze komfort. Widać, że ktoś włożył w projekt dużo serducha, zadbał o szczegóły, a teraz proponuje coś ciekawego innym.

Kochani, uciekam, nawet nie obiecuje poprawy. Mam tylko wrażenie, że ostatnie trzy sesje wyszły wyjątkowo piękne, w tej jestem zakochana. Cały czas jestem do waszej dyspozycji na ask.fm i innych stronach, buziaki!

















czwartek, 7 sierpnia 2014

My fit world

Wszystko zaczęło się od listopada tamtego roku, kiedy trafiłam do homeopatki. Mam problemy z trądzikiem, a przez zażywanie antybiotyków bardzo zniszczyłam sobie zdrowie, więc była to ostatnia deska ratunku.

Nagle miałam odrzucić wszystkie wysoko przetworzone produkty, chemiczne, tłuste, fast foody, no i słodycze. W zasadzie zastanawiałam się co mogę jeść. To była kompletna rewolucja, bo zazwyczaj niczego sobie nie żałowałam, jadłam wszystko na co miałam ochotę. Zaczęłam czytać składy, więcej rzeczy przygotowywać sama, krok po kroku.

Muszę przyznać, że nie mam i nie miałam problemów z odmówieniem sobie czegokolwiek. Nie odczuwałam nagłej potrzeby zjedzenia kawałka ciasta czy batonika. Owoce stanowiły przyjemną alternatywę. Bardzo lubię gotować, stąd przygotowywanie posiłków nie było dla mnie katorgą.

Kiedyś myślałam, że rozmiar M, który nosiłam był bardzo dobry. Nikt przecież nigdy nie powiedział mi, że jestem gruba, ale też nikt nie powiedział, że jestem chudzinką, więc kompletnie nie myślałam o pracy nad swoją figurą. Odrzucając to wszystko miałam jeden cel - pozbyć się trądziku. Nienawidzę go całym sercem, współczuję i rozumiem każdego kto miał takie problemy jak ja.

Według mnie najważniejsze jest nie skupiać się maksymalnie na celu. Tak, to dziwne, ale jeśli nie będzie nam to sprawiało przyjemności, nie będzie to dla nas naturalne to waga nie pójdzie w dół. Pamiętajcie, że ciało i umysł są ze sobą ściśle połączone, grunt to nastawienie. Poznałam kilka historii ludzi, którzy mimo wysiłku nie tracili kilogramów. Jeśli zmuszasz się do jedzenia marchewki, bo chcesz być chuda - nie ma mowy!

Mój organizm przeszedł niezły detoks. Nawet ostatnio skusiłam się na kebaba, ale czułam się po nim tragicznie. Choćbym chciała to nie umiem wrócić do starych nawyków. Żołądek daje mi wyraźne sygnały, że idę dobrą drogą. Niestety, żyjemy w świecie w którym nie unikniemy całkowicie chemii. Można za to czytać składy i wystrzegać się syfu. Z resztą, im dłuższy skład, tym gorzej.

Jak z ćwiczeniami? Różnie. Nie powiem wam, że Chodakowska jest genialna, Mel B jeszcze lepsza, ciśnijcie 4 razy dziennie, bo inaczej ani rusz - o nie! Oglądałam filmiki z ćwiczeniami i wybrałam takie, które lubię. Biegam sobie, jeżdżę na rolkach, ale jak mam na to ochotę. Nie potrzebuję karnetu na siłownię, bo ćwiczę w domu.

Mój obecny bilans jest dość pocieszający. Schudłam jakieś 6 - 7 kilo, w talii zgubiłam kilka centymetrów, obecnie mam 62, w innych miejscach też poleciało. Zobaczymy co będzie dalej, medycyna naturalna tak samo staje mi się bliska. Jedno jest pewne, nigdy nie sięgnę po antybiotyki na trądzik, bo w jego prawie całkowitym wyleczeniu pomogła mi dieta i domowe sposoby.





piątek, 18 lipca 2014

Make a wish

Marzyły mi się zdjęcia na kładce, ale w zasadzie na tym się skończyło. Było za dużo ludzi, ciągle ktoś pojawiał się w kadrze, a upalna pogoda dawała w kość. Jednak najlepiej jest robić zdjęcia w tygodniu, weekendy zdecydowanie nie są od tego.

Skusiłam się na sandałki z CCC. Przeceny zawitały i tam, bardzo mnie to cieszy. Zdecydowanie to jeden z lepszych okresów w roku na zakupy. Dorwać bluzki za 10 zł to nie problem,a każda lubi mieć więcej za mniej. Nie mogę doczekać się sierpnia, wszystko wskazuje na to, że będzie to czas największych promocji.

Dzisiejszy zestaw to połączenie oversizowej tuniki i bardzo kobiecej spódniczki. Zazwyczaj każdy przypuszcza, że jest to sukienka, bo tworzą spójną całość. Czerń, którą uwielbiam noszę w zasadzie codziennie i absolutnie nie czuje się źle. Powoli ujednolicam swoją szafę, a z uniwersalnymi rozmiarami eksperymentuje rzadko, bo zazwyczaj wyglądam niekorzystnie.

Jest dużo zdjęć z tej sesji, więc zapraszam was do oglądania. :)




















środa, 16 lipca 2014

Oh Food! 11.07.2014

Zawszę, kiedy chcę zrobić jakiś bardzo kreatywny post z różnymi zdjęciami mam problem. Przeglądam zdjęcia z telefonu i w zasadzie głównie mam fotki kota i jedzenia - duet idealny!

Lubię gotować, natomiast wcale nie oznacza to,że zawsze wszystko mi wychodzi. Uwielbiam jak coś jest praktycznie niejadalne, a moja rodzinka je to, ledwo powstrzymując się od szukania kosz. Przy tym słyszę, ze jest super, ale TROCHĘ za ostre, TROCHĘ za słone, mimo to - pyszne!

Nie jem zazwyczaj niczego co bardzo tłuste, smażone, chemiczne. Sama najchętniej jadłabym tylko owoce i warzywa, uwielbiam je! Na talerzu musi być kolorowo, świeżo, no i pysznie. :)






Niestety, często bywa tak, że z powodu natłoku zajęć ciężko mi samej coś ugotować. Słyszeliście o Foodpanda? Prosto, łatwo i wygodnie mogę zawsze zamówić jedzenie z dowolnej restauracji, niezależnie od tego gdzie jestem. Wystarczy zdecydować się na daną potrawę, postępować krok za kroczkiem. Wszystko jest jasno opisane, a koszt dostawy podany już na wstępnie. Jeden portal, a wiele restauracji z której możemy wybrać coś pysznego. Strasznie się cieszę, że istnieją takie strony. Z pewnością ułatwi to życie nie tylko mnie. :)

Na koniec chciałam wam pokazać moje małe szaleństwa, drożdżówki i kopytka. Jak widzę w składzie E dodatki robi mi się słabo. Kopytka bez ziemniaków, drożdżówki ze sztucznym dżemem i toną cukru, czy inne tego typu rzeczy. Wiem, że jest ciężko z czasem, ale to bardzo cieszy i odpręża, przynajmniej mnie. :)



poniedziałek, 14 lipca 2014

Matura exam

Czeka to każdego kto ma ochotę iść na studia. Kosztuje w cholerę nerwów, stresu i przygotowań. Podporządkowujemy jej nasze życie, rezygnujemy z przyjemności,żeby maksymalnie wykazać się przez te 150 - 180 minut. Rujnuje lub spełnia marzenia, a u każdego, kto ma ją jeszcze przed sobą powoduje ciarki - matura.

Ciężko mi uwierzyć, że w zasadzie jestem już po. Od gimnazjum wiedziałam co dalej, nie miałam wątpliwości. Pozostawała jedynie kwestia wybrania uczelni, która przygotuje mnie do zawodu dziennikarki najlepiej. Nieustannie największym problemem była dla mnie matematyka, która spędzała mi sen z powiem i śniła przed egzaminem co noc. Godziny korepetycji, zadania, no i wielka niewiadoma co zobaczę jak otworzę arkusz.

Już pierwszy dzień przyniósł maturzystą wiele goryczy i rozczarowania. "Potop" i "Wesele" jakoś nikogo specjalnie nie rozpieściły. Ja wybrałam pierwszą opcje, głównie dlatego, że miałam tą lekturę dobrze przeczytaną. Sam temat był po prostu dziwny, kiedy czytałam klucz spotkało mnie spore zaskoczenie.

Po matematyce złapałam sporego doła, miałam nie sprawdzać klucza, ale nie wytrzymałam. Wszystko wskazywało na to, że zdałam, mimo to potwierdzenia nigdzie nie miałam, aż do 27 czerwca, dnia wyników. To było najgorsze, ale po napisaniu wszystkiego poczułam, że nagle mam o połowę mniej zmartwień, uczucie bezcenne. Wyszłam z sali i miny innych były przerażające, pamiętam to jak scenę z jakiegoś horroru, szłam otumaniona przez korytarz, widziałam innych, dziewczyny, które nie wytrzymywały po prostu płakały.

Z angielskim nie miałam problemu, ale potworny ból głowy zrobił swoje. Miałam już dość, a przecież był to dopiero trzeci dzień zmagań. Ta matura była dość krótka, więc odpoczynek przed rozszerzonym polskim był wskazany. W końcu to właśnie on liczył mi się najbardziej na studia, miałam tylko nadzieje, że te sterty napisanych prac i analizy tekstów nie pójdą na marne.

Oprócz tego pisałam jeszcze rozszerzoną geografię. Nie dość, że skończyła mi się rok wcześniej to jeszcze średnio mi szło. Mimo wszystko wolałam żałować, że spróbowałam niż odwrotnie. Stawka była wysoka, też liczyła mi się na studia. W zasadzie byłam już tak zdruzgotana tym wszystkim, że nie chciałam składać papierów tam gdzie zawsze mi się marzyło studiować.

Okres między maturą a wynikami był okropny. Tyle czekania, myślenia, analizowania, a przecież już nic nie mogłam zrobić. Kiedy nadszedł właściwy dzień wszyscy podejrzewali, że wyniki będą w nocy. Stwierdziłam,ze nie będę się tym przejmować i pójdę spać. Niestety, gadanie gadaniem, ale obudziłam się o 2 w nocy, a potem wszyscy w domu, bo krzyczałam, że zdałam maturę. Wszystko ze mnie zeszło, płakałam jak małe dziecko, no i zaczęłam pół świadomie analizować wyniki.

Polski podstawowy - żenada, matematyka szaleństwo, angielski mogło być lepiej, rozszerzenia w zasadzie skrajnie. Mimo to byłam szczęśliwa, bo 98% z rozszerzonego polskiego nie ma każdy, więc może nie będzie tak źle. Chociaż absurd tego wszystkiego najlepiej pokazuje fakt, że z podstawowego miałam 53%! Byłam i w zasadzie jestem z siebie maksymalnie dumna. Pracowałam na taki wynik.

Co do ustnych matur - nie mogło pójść lepiej. Stres dopadł mnie przy polskim, ale wzięłam temat prezentacji, który był mi dobrze znany. Angielskiego specjalnie nie odczułam, cały egzamin zleciał mi jak 3 minuty. Po wyjściu z sali ogromnie narzekałam, co się okazało - niepotrzebnie.

Kiedy piszę to wszystko już teraz ze sporej perspektywy czasu jestem szczęśliwa. Mi matura otworzyła drzwi na wymarzoną uczelnię, na dziennikarstwo i komunikacje społeczną. Będę w pełni uczyć się tego co lubię. Jeszcze chyba nie mogę w to wszystko do końca uwierzyć, to trochę jak sen z cudownym zakończeniem. Starania nie poszły na marne, mam nadzieję, że i wam dobrze poszło. Jakie macie wspomnienia?

Był i maturalne selfie jak i strach w oczach kota przed moją matematyką, a co!














środa, 9 lipca 2014

Don't think I could forgive you

Znowu jest mnie trochę mniej. Kompletnie nie ciągnie mnie do słodyczy, fast foodów czy innych niezdrowych rzeczy. Problem polega jedynie na tym, że nie mogę przekonać się do mięsa. Odrzuca mnie jego zapach i smak, więc mam problem. Tak, tak, zdaje sobie sprawę, że białko i tak dalej, ale póki co nie dam rady.

Sukienka ze zdjęć poniżej nie raz została zasypana masą komplementów. Jest moim ulubieńcem! Ma idealną długość, wzór, no i prosty krój, dzięki czemu jest uniwersalna. Kupiłam ją w ciucholandzie, nie miała żadnej wady. Bardzo lubię takie zakupy, a zwłaszcza sukienek, bo to moja słabość.

Kochani, dostałam się na tą uczelnię na którą chciałam! Tak bardzo się cieszę! Pamiętajcie, chcieć to móc!!
To właśnie ta stylizacja bierze udział w ostatnim etapie zmagań o bycie stylistką Biga Tania Odzież.